czwartek, 13 listopada 2014

10 rzeczy, które mnie demotywują w Olsztynie


Wiem, miało być pozytywnie… Ale są dni, w których po prostu trzeba ponarzekać. Dni takie jak te: zimne, wietrzne i troszeczkę pechowe: pierwsza kawa z rana to ta rozlana, nadciągająca migrena i na wstępie zepsuty wywiad. Ale to nie konkretnie o moim pechu, a tym razem napiszę o pechowym Olsztynie. Bo choć zawsze będę się upierać, że Olsztyn jest piękny, to przecież nie idealny. A nawet trochę demotywujący w swoich właściwościach.

Fot. E.Z.

1. Olsztyńskie korki — cóż, tu chyba nie trzeba dużo wyjaśniać. Daleko nam do Warszawy czy Trójmiasta, ale jednak paraliż komunikacyjny jest. I to dość uciążliwy, bo dostać się z jednego końca miasta na drugi w ciągu 20 minut jak
kiedyś stało się tylko odległym marzeniem.

2. Ulotkarze — spróbowaliście przejść się kiedyś koło Aury i nie dostać ulotki? To już zakrawa na olsztyński sport wyczynowy. Gość daje ci ulotkę, ty uciekasz, on biegnie za tobą z ulotką, no bo MUSI ci ją dać, ty robisz unik  i wpadasz pod samochód, a on podbiega i zwycięsko wciska ci ten kawałek papieru w zakrwawioną dłoń. Sytuacja przerysowana, ale czasem tak się właśnie czuję, kiedy lawiruję między tymi ludźmi i ich prosząco- nienawistnymi spojrzeniami.

3. Zachowanie ludzi, kiedy zamykają im sklepy na święta — tak samo jak korki, dostępne w każdym mieście  i śmieszne w swojej absurdalności. Dzień przed zamknięciem- w sklepach tłumy, dzień otwarcia - multum ludzi. Bo przecież umrą z głodu przez ten jeden, dwa dni, kiedy nie będzie swobodnego dostępu do Biedronki. Przecież oni nawet tyle nie zjedzą, co kupią "na wszelki wypadek, bo osiedlowy będzie nieczynny". Podobnie rzecz ma się z ubraniami: jeszcze wczoraj widziałam grupkę tupiących z zimna ludzi przez głównym wejściem Aury, bo zaraz mają otworzyć…

4. Jesienna promocja Aury — patrz punkt wyżej. Im bliżej końca, tym bardziej ludzie zachowują się jak dzicy. Kupują, kupują, kupują, a później przepychają się do urny z dwudziestoma kuponami, bo to oni muszą wygrać. Patrząc na liczbę niektórych kuponów zastanawiam się, czy nie lepiej im po prostu to mieszkanie kupić? Na to samo by wyszło. No i ich zachowanie: przepychają się łokciami, bo ich kupon musi do urny wlecieć pierwszy. Strach pomyśleć, co tam się będzie działo szóstego grudnia.

5. Koleżanko, dorzucisz może złotówkę na piwo? — I najróżniejsze kombinacje i odmiany tej kwestii. Stałe punkty przebywania delikwentów, których zawsze suszy: naprzeciwko KFC w centrum i obok monopolowego przy ratuszu. Jeśli nie chcesz tego słyszeć bądź po prostu nie masz już siły na to odpowiadać, proponuję wybór trasy alternatywnej. A nie, przecież inne najprostsze drogi są zamknięte. Tutaj można swobodnie wrócić do tematu korków, także tych międzyludzkich i międzychodnikowych.

6. Lekarze — co jak co, ale olsztyńscy lekarze są beznadziejni. Po doświadczeniach z nimi z byle gorączką potrafię pojechać do Warszawy, po tym jak pewna pani leczyła mnie "na oko" i "starymi metodami" , co skutkuje powikłaniami do dziś. A kiedy dodam do tego, że stało się to prywatnie i za duże pieniądze… Jeden przypadek to pech, ale dziesięć to prawidłowość. Co jak co, ale wolę już robić wycieczki do Warszawy.

7. Zimno — zawsze, kiedy jestem w innych miastach, mam wrażenie, że są jakieś cieplejsze. Może poza Trójmiastem, ale np. podczas pobytu w Poznaniu zdawało mi się, że lato takie jakieś dłuższe, a ciepłe ciuchy mogą leżeć odłogiem. Za to od razu po powrocie do Olsztyna (w sierpniu!) założyłam sweter. Bo po szybkiej fali upałów znów nastało zimno. Sorry, taki mamy klimat.

8. Mała liczba kawiarni — analogicznie rzecz biorąc, w dużych miastach jest ich więcej: do wyboru, do koloru. Nie mówię, że Olsztyn nie ma wyboru, ma go tylko trochę ograniczony. Za to każde z tych miejsce ma swój niesamowity klimat, raczej brakuje nam bezdusznych sieciówek albo sieciówki mają i tak nadaną swoją atmosferę. Jednak jeśliby chcieć wybrać się gdzieś dużą grupą, to może zrobić się problem, bo lokale mamy raczej malutkie.

9. Ucieczki ludzi z miasta — "w Olsztynie nie ma przyszłości", "UWM jest beznadziejny, wolę wyjechać na studia do (tu wstawiamy nazwę miejsca)", "przecież tu się nie utrzymam". Fakt, jak takie kwestie słyszy się codziennie, rzeczywiście można zacząć tak myśleć. A wszystko nie kwestia miasta czy sytuacji Polski, tylko nastawienia i samozaparcia. Bez tego w każdym miejscu na świecie można dostać po własnym interesie.

10. Ludzie, którzy nie mają własnego życia — okropnie irytująca sytuacja, kiedy usiłuję rozmawiać z kimś podczas spaceru, ale tzw. podsłuch z tyłu mi to uniemożliwia. I nie to, żebym się jakoś specjalnie darła. Po prostu idę i chce prowadzić konwersację, ale naraz z tyłu znajdzie się osoba żywo zainteresowana moim życiem prywatnym. Zupełnie jakbym była jakaś osobą publiczną. Przyspieszam- ona też, zwalniam- ona też, byle tylko iść za mną i móc słuchać. Zdarzyła mi się nawet sytuacja, kiedy stanęłam ostentacyjnie w miejscu, żeby delikwenta przepuścić, a ten stanął, popatrzył w niebo i ruszył, dopiero jak ja znów ruszyłam… Rzecz jasna, z rozmawiania z moim współtowarzyszem zrezygnowałam.
Zaobserwowane tylko w Olsztynie.

Mimo wszystkiego i tak nie chciałabym opuszczać tego miasta. Bo choć bywa demotywujące, to jest też na swój sposób urocze i co najważniejsze dla mnie, swojskie. Koniec marudzenia na dziś. Już wkrótce zobaczymy się przy nowej, olsztyńsko- pozytywnej notce. Bo już niedługo w moje ręce wpadnie wyjątkowa książka, w której jedną z głównych ról gra wspaniała olsztynianka…

2 komentarze:

  1. Z wieloma punktami się zgodzę.
    Dobrze, że w końcu znalazł się ktoś, kto podziela moje zdanie, że Olsztyn to WYGWIZDOWO:) Brrr...jak dziś zimno.
    Ciekawy blog. Zostaję tu na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jego progi zawsze będą gościnne! : )
      Nawet, jeśli czasem zdarzy się pomarudzić- jak wyżej, to u mnie zawsze będzie ciepło. :)

      Usuń