czwartek, 6 listopada 2014

Pechowa trzynastka



... czyli jak kultury Awangardzie brakuje

Wczoraj razem ze znajomymi dość spontanicznie postanowiliśmy iść do knajpy. A że było nas sporo, to znalezienie lokalu okazało się wyzwaniem: chodząc po olsztyńskiej starówce o godz. 21 znaleźliśmy zaledwie dwa miejsca, które mogłyby pomieścić naszą grupkę. Mogłyby… gdyby chciały. Problem w tym, że kelnerka, zamiast się ucieszyć, dość bezceremonialnie… kazała nam wyjść! Bo przecież ona jest jedna, sama. A nas taka trzynastka.

Fot. E.Z.
Awangarda kojarzy mi się z czymś wysublimowanym, przyjemnym i eleganckim. Awangarda olsztyńska- to by było coś! Gdyby było. Bo po ostatniej wizycie w kawiarni Awangarda Bis nikt nie zmusi mnie, żeby choć palcem przekroczyć drzwi tego lokalu. Chamskie zachowanie obsługi, drożyzna, lurowata kawa — to wszystko dawało się znieść, dopóki dużą grupą zawsze znajdowaliśmy miejsce, aby tam usiąść. Wczoraj jednak miarka się przebrała. Najzwyczajniej w świecie zostaliśmy wyproszeni.

Rezerwacja stolików w dolnym pomieszczeniu- okej, zrozumiałe, w takim wypadku poszukamy sobie miejsca na górze. I nawet znaleźliśmy. Ale nie zdążyliśmy nawet zdjąć płaszczy, kiedy podeszła do nas kelnerka. Niestety, nie z kartami dań. Za to z bojowym nastawieniem i prośbą o opuszczenie lokalu, bo…  według niej było nas za dużo.

I czego się dowiedzieliśmy? Że żeby przyjść taką grupą, to trzeba mieć rezerwację; tak to jest jedna, sama, przecież nas nie obsłuży. Na uprzejme argumenty, że jakby przyszło tyle samo osób, tylko po dwie, trzy, to byłaby taka sama sytuacja, odpowiedzieć nie potrafiła. Mało tego, wdała się z kilkoma osobami w pyskówkę, a na pomysł złączenia razem stolików zareagowała prawie że apopleksją. I to nie pierwsza sytuacja nie tylko tej pani, ale też innych kelnerek: zawsze podczas wizyt tam byłam traktowana chamsko, nieuprzejmie, a kelnerki podając napój albo nie mówią nic, albo "proszę" takim tonem, jakby kazały spie**dalać.

Wyszliśmy więc do innego lokalu. A tam - zupełna odmiana. Kiedy zaczęliśmy zsuwać stoliki, pani poprosiła, żeby przestać,
Fot. E.Z.

bo przecież to jej zadanie… Widać, którym lokalom zależy na klientach, a w których kelnerki myślą tylko o tym, że za godzinę kończą zmianę. Żeby się biedaczki nie przepracowały! Ciekawa jestem polityki szefostwa Awangardy: czy zdają sobie sprawę, jakie mają pracownice i jak to wpływa na klientelę lokalu? Bo z pewnością jej nie przynosi. Jeszcze kilka takich sytuacji i być może wkrótce Olsztyn pożegna się z Awangardą Bis. Oby! Większego dna osiągnąć nie można.

4 komentarze:

  1. Może niech nie żegna się od razu z Awangardą Bis, ale z pracującą tam obecnie załogą. Dawno tam nie byłam, ale jak byłam ostatnio, miałam podobne wrażenia. Zapłaciłam fortunę za drinka, na który składał się sprite z kropelką tequili, jedną kostką lodu i plastrem limonki (kiedy w karcie było napisane wyraźnie, że podawany jest z kawałkami świeżych cytrusów - pomyśleć, że człowiek spodziewał się czegoś więcej). Jakość potraw i napojów jest wątpliwa, na przykład bita śmietana z puszki? Nie do pomyślenia przy takich cenach za desery. Nie mówiąc już o potrawach na ciepło, które są zwykle niedbale podgrzewane w mikrofali. Jakbym chciała jedzenia z mikrofalówki, zostałabym w domu.
    Po co lokal dwupiętrowy, jak nie obsłużą nawet trzynastu osób? Czy to taki ogromny wysiłek dla tej jednej pani kelnerki? Jestem pewna, że Ty i Twoi znajomi jesteście na tyle wyrozumiali, że poczekalibyście te kilka minut więcej, zanim by się panienka uwinęła. Niewiele ten Bis ma wspólnego ze starą awangardą, w której może trzeba było czasem dłużej poczekać, ale znalazło się miejsce dla wszystkich gości, a za barem stały równe, sympatyczne panie. Po to w końcu wychodzimy z domu, żeby MIŁO spędzić czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awangarda jest w Olsztynie prawie od zawsze! Przez jeden złośliwy wpis na Pani blogu nie upadnie dzięki prawdziwej czekoladzie (zresztą wartej swojej ceny), dużym wyborem herbat i doskonale podanej i zaparzonej kawie.
      Po godz. 21,00 często jest pełna sala miłych i zadowolonych klientów.
      Cóż z Pani za klientka Pani Ewelino, ze walczy Pani tak zaciekle o miejsce w „byle jakiej knajpie” z „lurowatą kawą”, której zresztą przy mnie nigdy Pani nie piła. Jako wieloletnia kelnerka doskonale pamiętam jaką herbatę i czekoladę zazwyczaj Pani wybiera.
      Cóż to za argument „ tyle samo osób tylko po dwie, trzy”? W kawiarni z tradycjami i stałą klientelą miejsce dla 13 osób po 21,00 przy jednym stoliku? To nierealne zwłaszcza w dzień, w którym cyklicznie odbywa się seans filmowy na dolnej sali. Więc nie jestem w stanie wyprosić gości na rzecz „stałych klientów”. Myślę, że tym obelżywym postem pokazała Pani swoją złośliwą naturę.
      Na tyle wizyt, wielogodzinnych posiadówek, wypitych herbat nagle wszystko niedobre, niemiłe, nieprzyjemne i fe … ? Co do tej pory Pani grupa znajomych widziała w nas raz w tygodniu?
      A o tym wspaniałym lokalu, który tak profesjonalnie Was ugościł tylko tyle? Bez wymieniania nazwy? Tyle pracy dla dwóch marnych zdań w Pani długim opisie zdarzenia?
      A tak naprawdę Pani komentarz mija się z prawdą!
      Moja propozycja rozwiązania problemu i dzielenia się na dwie grupy, zdecydowanie Państwu nie odpowiadała, a Goście, którzy widzieli Państwa roszczeniową postawę, nie chcieli odstąpić swoich miejsc.
      A my, pracownicy również poczuliśmy się urażeni Pani słowami, którymi zaatakowała Pani od progu: „ czy nie chcemy zarobić?”. Chcemy, ale nie za wszelka cenę i wypraszając innych gości z dawno zajętych miejsc!
      I mimo wszystko zapraszam na herbatę. Podam jak zwykle, nie czekając na napiwek. Tylko proszę bez tupania nogą, w stylu „Ja chcę tu i teraz!”
      Ja tak samo jak Pani jestem studentką, w ten sposób zarabiam na swoje utrzymanie i tylko dlatego, że jestem kelnerką można mnie tak obrażać?
      To obraża także naszych Gości, którzy uczestniczą w tej absurdalnej sytuacji.
      Ale pocieszam się myślą, że przychodzą do nas ciągle Ci sami Goście, którzy swoim uśmiechem, miłym słowem i pochwałą pozwalają mi myśleć, że dobrze wykonuję swoją pracę!
      Z wyrazami szacunku
      „chamska” kelnerka Magda.

      Usuń
    2. Zacznę od odniesienia się do odpowiedzi :)
      Awangarda trzyma się tyle czasu, ale opinie zbiera różne. I zazwyczaj te niepochlebne odnoszą się do poziomu obsługi. Tego feralnego dnia oprócz zadowolonych klientów (tych miłych siedzących po 21) w restauracji przybyło i wyszło 13 niezadowolonych! I wśród tej grupy akurat Ewelina nie walczyła o miejsce, bo odzywały się w tym momencie inne kobiety z naszego grona, w tym nasz gość z Gdańska. Tym bardziej zdziwione, bo to niecodzienna sytuacja, żeby w miejscu o takiej wielkości sal (a głównie dlatego postanowiliśmy tam wstąpić) poczuliśmy się jako klienci niechciani i wyganiani. Na szczęście przyjęła nas dużo mniejsza "Pierogarnia" czynna do tej samej godziny i też pełna klientów.
      Post jest niejako opinią, czymś w rodzaju recenzji, więc jest subiektywny (i powinien być) oraz łączy opinie niezadowolonych klientów, których trochę przybyło ostatnio.
      Kiedy jeden z naszych kolegów zaczął pytać gości, czy może moglibyśmy zamienić się miejscami już wiedzieliśmy, że nie chcemy tam przebywać i zrezygnowaliśmy, gdy damska część naszej grupy chciała poznać przyczynę tak dziwnego podejścia do klienta.
      Nie zmieniajmy faktów, słowa "Czy nie chcemy zarobić" pochodzą z ust naszego gościa z Gdańska :) I nie za wszelką cenę, a za cenę odrobiny chęci, a nie czegoś co wyglądało na "będzie trzeba zostać po pracy, za dużo ich". Tak to odebraliśmy.
      Nikt pani Magdy nie obrażał, pod żadnym względem i pozorem. Mamy w naszej grupie kolegę, który przyucza się do zawodu kelnera i on też był zdziwiony. Widocznie uważamy, że obsługa klienta czasami wymaga odpowiedniej postawy, której tu nie doświadczyliśmy. Poszło o pierwsze wrażenie. I o to, że nas tam w sumie nie chciano :)

      A teraz ogólnie. Kawiarnia jak kawiarnia, będzie miała swoich stałych bywalców. Można by wywnioskować, że niektórzy klienci są traktowani tam lepiej, inni gorzej. Cóż, loteria. Byłem tam niejednokrotnie od zamknięcia starej Awangardy. I to co mi najmniej odpowiadało to obsługa właśnie. I mówię tu generalnie o sytuacjach, które miały tam miejsce. Był dzień w którym kazano nam zapłacić z góry i to w takim tonie i z takim spojrzeniem, że poczułem się jak złodziej (robią wrażenie!). Innym razem zapomniano o tym co zamówiłem, to się zdarza wszędzie i bywa, mówi się trudno, ale negatywne doświadczenia się kumulują. Kiedyś napój filmowy malinowy (lub firmowy, dawno nie piłem, bo) był lepszy, ale chyba zaczęto go robić niedbale i 3 razy (bo do 3 razy sztuka) był "nie taki". Raz rozwodniony, raz kompletnie bez smaku (za to maliny były prosto z zamrażarki, jak skała :P) i po prostu podany z przymusu. Czekolada była w porządku, żadnych rewelacji, osobiście wolę iść do Zenu. A przekąski cholernie drogie! Jak już sytuacja zmusiła no to płaci się te 10zł za tosty. W House Cafe (są) i kiedyś w Tajemnicy Poliszynela były lepsze i tańsze. Co powoduje w takim razie, że tam bywałem? Dużo miejsca i klimat, które jest czasem (w końcu bywało też dobrze) niszczony przez obsługę. A miałem do czynienia z obsługą w wielu kawiarniach, Być może te kawiarnie postawiły poprzeczkę za wysoko, bo kelnerzy są tam niesamowicie pozytywnie nastawieni do klienta. Uśmiech na wejście, uśmiech w trakcie i uśmiech na wyjście. Gotowi na wyzwania i się nie obrażają. Niezależnie od sytuacji. A tu już widziałem ostatnio nowość "szok, niedowierzanie", że tyle ludzi przyszło.
      I tu wrócę cytując "Cóż to za argument „ tyle samo osób tylko po dwie, trzy”? " To ciekawy argument, bo co tu zrobić wywalić połowę, a połowę przyjąć. Sytuacja wymagałaby szybkiej reakcji, kto wie co by wyszło. W odpowiedzi Awangardy dziwi mnie parę rzeczy. Argumentacja "złośliwa osoba", "obelżywy post". Recenzja oddaje stanowisko klientów, jest subiektywna i trzeba zaakceptować fakt, że ktoś tak naprawdę myśli. A trochę się tam uzbierało.
      Odnoszenie wszystkiego do Eweliny w sytuacji, gdy była tylko częścią większej grupy. Odnoszenie czasami mylne.
      I w sumie tyle. Co tu dodawać. Pójdziemy gdzie indziej, a wiemy gdzie iść :)

      Usuń
  2. Na pewno ja się z nią pożegnałam, bo to, co się stało z tym lokalem, jest po prostu przykre.

    OdpowiedzUsuń